Gdy przez większość dnia dzieckiem zajmuje się mama: ona tuli, karmi, uspokaja, gdy dziecko płacze, gdy zbliża się wieczór to na pewno jest już wyczerpana. Dlatego też do wieczornej akcji usypiania malca powinien włączyć się tata dziecka. Najważniejszy jest spokój, gdyż uda się uśpić dziecko tylko wtedy, gdy będziecie opanowani i spokojni. W zasypianiu nie pomoże zdenerwowanie.

Kolka - jest słowem, którego boją się wszyscy, którzy zostali rodzicami. Ból brzucha wywołany przez kolkę nie pozwala dziecku zasnąć. Noworodek płacze, co dodatkowo go wyczerpuje. A my denerwujemy się, gdyż nie potrafimy zaradzić temu cierpieniu. Od rozpoczęcia usypiania do uśnięcia mijają nierzadko długie, wyczerpujące obie strony godziny.
Mama, która próbuje uśpić dziecko w końcu sama zaczyna płakać razem z nim. Ale pamiętajcie - tak wcale nie musi być. Specjaliści twierdzą bowiem, iż to właśnie tatusiowie często lepiej tulą dzieci do snu niż mamy. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, matki są już zmęczone karmieniem i najchętniej same by zasnęły, więc gdy spędzają kolejne godziny przy usypoaniu malca denerwują się, a to czuje dziecko, które reaguje również zdenerwowaniem, które nie pozwala mu zasnąć. Po drugie to zazwyczaj ojcowie są spokojniejsi i silniejsi, więc nie męczą się tak szybko, gdy dziecko trzeba nosić czasem nawet przez wiele godzin. Dlatego nie ma się co wykręcać, tylko wziąć sprawy, czyli dziecko, w swoje silne, męskie ramiona.
Jak usypiać? Posłuchajcie rad ojców, którzy przez wiele nocy, w pocie czoła, wypracowywali własne metody usypiania, o których mogą już powiedzieć: że „Są sprawdzone”.
Usypianie noworodka na klatce piersiowej:
– Kolki Antka zaczynały się zawsze o tej samej porze – opowiada Maciej, tata sześcioletniego Antka i trzyletniej Zuzi – działo się to zawsze o godz. 19.30, gdy chcieliśmy obejrzeć wiadomości. Najpierw próbowałem nosić synka w pozycji pionowej. A czym głośniej płakał, tym bardziej nim potrząsałem, ale to nie przynosiło efektu. Potem przeczytałem w czasopiśmie dla rodziców, że to niezdrowe i nieskuteczne, bo przyzwyczaja dziecko do nienaturalnych, gwałtownych wstrząsów, od których trudno je potem odzwyczaić. Próbowałem więc śpiewać, ale Antek błyskawicznie manifestował swoje niezadowolenie. Wreszcie nosiłem go na rękach brzuchem do dołu, co wydawało się najskuteczniejsze, gdyż synek mniej płakał. Któregoś wieczoru, zmęczony i coraz bardziej zdenerwowany, położyłem się na kanapie, w samych spodniach, bo to był upalny wieczór. Antka położyłem sobie na klatce piersiowej. Zamilkł natychmiast. Powtórzyłem to kolejnego dnia i następnego, a jemu nie przestawało się to podobać. Później mogłem przy tym oglądać telewizję, słuchać muzyki, czyli relaksować sie razem z moim synkiem.
Metodę próbowałem powtórzyć, gdy urodziła się Zuzia. Byłem przekonany, że zadziała. Okazało się jednak, że córeczce to nie odpowiadało, prężyła się i płakała. Jej potrzebne było klasyczne lulanie, nosiłem ją, trzymając w kołysce z rąk. Zasypiała w mgnieniu oka. Niestety potem okazało się, że bez bujania na rękach nie potrafi zasnąć.
Usypianie noworodka podczas jazdy samochodem:
Kolega powiedział mi, że jego synek najlepiej zasypiał w samochodzie – mówi Roman, tata czteroletniego Krzysia. – Wypróbowałem tę metodę i od razu zdała egzamin. Jednak wpadłem w pułapkę. Mój Krzyś nie chciał już później usypiać w jakikolwiek inny sposób. Czułem, że to głupie, a gdy przyszły chłodniejsze dni, także niezdrowe, żeby kąpać go, ubierać i jechać w nieznane. Synek protestował, że nie zasypia w samochodzie, jednak musiałem go od tego odzwyczaić. Próbowałem nosić go na ramieniu, później na rękach, brzuchem w dół, ale nie przypadło mu to do gustu. W końcu wpadłem na pomysł, że będę go usypiał w pozycji, w jakiej zasypiał w aucie. Brałem go pod pupę, plecami i główką opierałem o swój brzuch i klatkę piersiową i tak go nosiłem. Skutek - zadziałało !
Spanie z noworodkiem w jednym łóżku:
– Z Jasiem nie miałem problemów, zasypiał mi na rękach – opowiada Mirosław, tata czteroletniego Jasia i dwuletniej Julii. – Jego kolki nie były zbyt dokuczliwe, więc nie prężył się i nie płakał zbyt długo. Najpierw nosiłem go na ramieniu, żeby mu się odbiło po jedzeniu, a potem – tak jak zalecają lekarze – na rękach, podpierając głowę, plecy, a drugą ręką pupę i nogi. Kiedy Jaś był rozbawiony, noszenie trwało wiele godzin, a gdy zmęczony, zasypiał prawie od razu. Kłopoty jednak pojawiły się dopiero, gdy na świat przyszła Julia. Szybko okazało się, że córeczka w ogóle nie lubi noszenia na rękach. Mimo to, gdy kładłem ją do jej łóżeczka, nie chciała zasnąć. Zmęczony, brałem ją do naszego łóżka. Wreszcie zasypiała, a ja obok niej. Niestety, potem okazało się, że to nie był najlepszy pomysł. Julia tak się do tego przyzwyczaiła, że przez wiele miesięcy zasypiała tylko w naszym łóżku. Wiem, że gdybym na początku miał więcej cierpliwości i pobył z nią troszkę dłużej, gdy kładłem ją do jej łóżeczka, to po kilku dniach by się przyzwyczaiła i nie byłoby problemu. A tak jeden problem rodził kolejny.
Masowanie noworodka przy muzyce:
– Początek kolek w życiu Stasia był bardzo trudny. Synek miał okropne bóle brzucha – wspomina Jerzy, tata czterolatka. – Nie pomagały żadne sposoby noszenia go. Koszmar złagodziły krople i masowanie brzuszka. Kiedy po dwóch tygodniach objawy były już łagodniejsze, zacząłem usypiać synka przy muzyce. Nosiłem go na rękach, delikatnie kołysząc, a w tle puszczałem spokojną muzykę. Staś „słuchał” tej samej melodii, kiedy jeszcze był w łonie mamy, więc jestem przekonany, że przypominała mu ona najbezpieczniejszy czas życia, gdy był w brzuszku.
Tekst: Marcin Kowalski, tata Jasia i Magdy. Synka usypiał, bujając go w wózku. Córcia zasypiała przytulona do piersi mamy.